Blog > Komentarze do wpisu
Tragiczna historia lubelskiej fary

Kto przyjdzie na to miejsce, ujrzeć może wzruszający zarys kościoła, którego nie ma. Jeśli umie wyobraźnią widzieć, z powietrza wyprowadzi sobie na tych fundamentach mury nawy, wieży i kaplic – napisał w 1936 r. Józef Czechowicz. Spróbujmy zamknąć oczy i pod powiekami odnaleźć niewidzialny kościół. Cofnijmy się najpierw do roku 1727.

9 maja, podczas odbywającego się trybunału, jego pracę przerwał krzykiem woźny Hadrowicz: „Jezus na krzyżu łzy rzęsiste roni”. Zerwał się ks. Byszewski, pobiegł do krzyża, wrócił na salę i zawołał: „Mości panowie, krucyfiks płacze!” Cały trybunał ruszył do oglądania, a ks. Kamecki, wszedł po drabinie, by z bliska przyjrzeć się Chrystusowi i łzy otrzeć. Zdjęto krucyfiks i okazało się, że wyobrażenie Zbawiciela całe było okryte kurzem i suche. Z wyjątkiem prawego oka i miejsc na ciele skropionych łzami.

Lublin zadrżał od plotek. Świtem, ks. Chlebowski z ks. Czabajskim, obwinęli w chusty krucyfiks i przenieśli go do kolegiaty św. Michała. Umieszczono go w ołtarzu Pana Jezusa Miłosiernego i odprawiono uroczystą mszę. Lublin zaczął garnąć się do cudownego wizerunku Zbawiciela, który znalazł sobie miejsce w świątyni, co przez pół tysiąca lat górowała nad miastem. To tu Lublinianie odbierali w najważniejszych chwilach namaszczenie religijne i łaskę Bożą. Tu stawiali kaplice i ołtarze. Zawieszali wota przy cudownych obrazach. Jak pisał ks. Jan Ambroży Wadowski, tu „kopali sobie groby na wieczny spoczynek”...

Cudowny sen

A wszystko zaczęło się od Leszka Czarnego, księcia krakowskiego. Kiedy dowiedział się, że Jaćwingowie najechali ziemię lubelską, zniszczyli ją i obrabowali – ruszył w pościg. W Lublinie odpoczywał na jednym ze wzgórz i podczas snu pod potężnym dębem, zastąpił do niego Archanioł Michał. Wręczył mu ognisty miecz i do zwycięstwa zachęcił. Przez niebieskiego wysłannika cudownie zapewniony, ruszył z rycerstwem za najeźdźcą, dopędził między Narwią a Niemnem, odebrał łupy i jeńców.

Po powrocie z wyprawy litewskiej w 1282 r. ufundował kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Dokładnie w tym miejscu, gdzie Michał, niebieski posłannik, wytyczył niebiańskie miejsce na ziemi. Podczas wznoszenia budowli, pień ściętego dębu zachowano na pamiątkę pod głównym ołtarzem. Kiedy w XIX w. kościół rozbierano, pod wielkim ołtarzem znaleziono pień dębowy...

Na pięć mil widoczny

Zapewne w XV w. mieszczenie lubelscy dobudowali do kościółka wieżę frontową, wspaniałą, najwyższą z wież lubelskich, do pięciu mil z dala widoczną. Zbudowano ją w stylu gotyckim. Szczyt wieży zdobiła kopuła wielka, zegar i krzyż z chorągiewką. Na wieży umieszczono dzwony, w tym ten najważniejszy ze św. Michałem. Jego dźwięk miał chronić kościół i miasto przed nieszczęściem.

Jakieś fatum musiało ciążyć nad świeżo upiększonym kościołem. W 1574 r. pożar zniszczył miasto, a wieża, chluba miasta, runęła na ziemię. Nad świętomichalskim kościołem zapłakał Sebastian Klonowic, poeta i obywatel lubelski. Kiedy w 1596 r. Jerzy kardynał Radziwiłł wizytował kościół, znalazł go tak opuszczonym i zaniedbanym, że upomniał rajców miejskich, by świątynię odbudowali i wewnątrz uporządkowali.

Fatum?

W 1602 r. odbudowa kościoła była na ukończeniu. Starano się świątynię uczynić obszerniejszą. Nie dało się jej wydłużyć, podniesiono więc mury nawy i sześciu kaplic wysoko ponad sąsiednie budynki. Dodano siódmą, pod tajemniczym zawołaniem: „In horto Christi”. W 1610 r. prace ukończono.

I cóż z tego? W 1653 r. wieża spłonęła ponownie, odbudowano ją w 1741. W 1769 nad miastem rozszalała się burza. Piorun zrzucił krzyż z kościelnej wieży, naruszając dach. Dla Lublinian był to bardzo zły znak. Potwierdzał fatum, ciążące nad świątynią. Ale jeszcze raz podniosła się z gruzów.

W niewidzialnym kościele

Uchylmy wielkich, malowanych drzwi i wejdźmy do środka. Kiedy okno nawyknie do półmroku, przed Wami ukaże się widok, jakiego nie znajdziecie w żadnym z istniejących kościołów.

W oczy rzuca się posadzka. Po bokach z cegły i kamienia murowana. Środkiem, aż do wielkiego ołtarza, wytyczono drogę. Co to za budowniczy, co w kamień wpasował szlak, uczyniony z białego i czarnego marmuru?. Idziemy w półmroku, by na środku marmurowej drogi natchnąć się na kamieńbiały, a na nim herb Płomieńczyk w cyrkule i tablicę mosiężną. To nagrobna płyta. Idziemy dalej. Nasze stopy przecierają zatarte litery. Z szeregu płyt układa się ścieżka ludzkich żywotów, wytyczona przez Panią Śmierć.

Wprawne oko dostrzeże w bocznych kaplicach drzwi drewniane. Prowadzą do grobów, dookoła kościoła pod ziemią murowanych. Ale w głównej nawie zejścia do grobów nie będzie. Bo nie zbudowano tu sklepionych krypt na trumny. Więc kto chciał leżeć na środku świątyni, albo bliżej głównego ołtarza, wyjmował z posadzki kamień, kopał dołek, by w tą śmiertelną pustkę rodzina złożyła doczesne szczątki. Od wierzchu kładziono marmurową płytę ze skromnym napisem. Czas płynął, a ścieżka z grobowych płytek wydłużała się, by zająć na przestrzał cały kościół. Ale idźmy dalej.

De Passione Domini

W prezbiterium wznosi się wielki ołtarz, bogato złocony. Uderza ogromna ilość obrazów i świętych postaci. Najpierw Narodzenie Pańskie, potem Niepokalane Poczęcie, Nawiedzenie i Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny. Dwa wizerunki św. Michała. No i ten najważniejszy, na którym Święty Michał zjawia się Leszkowi Czarnemu. Tuż obok ołtarza stoją dwie urny wielkie z rzeźbami posrebrzane, w których znajdują się cudowne relikwie.

Idźmy do bocznych kaplic. Do tej, poświęconej cierpieniu w Ogrójcu, nazwanej Ogrodem Chrystusa. I do tej, gdzie wisi cudowny krzyż trybunalski.

Wystarczy uklęknąć. Zamknąć oczy. Spod powiek wynurzy się tłum alumnów, kanoników i mieszczan, którzy prowadzą Chrystusa w cierniowej koronie. Chrystus dźwiga ciężki krzyż. Do uszu wdziera się stukot kołatek, w oczy gryzie kadzidlany dym.

Wszystko się zgadza. To tu, w świętomichalskim kościele narodził się w Lublinie teatr. Tu odbywały się liturgiczne dramatyzacje, a potem misteria. Tu, przez wieki odgrywano w Wielkim Tygodniu Tragedię Męki Pańskiej.

Początek zniszczenia

W 1826 r. najpiękniejszy z lubelskich kościołów przestał być kolegiatą. Pozostał farą. Kiedy w 1832 roku ukończono rozbudowę pojezuickiego kościoła św. Jana i tam ulokowano katedrę – wyniesiono z fary cudowny krucyfiks i co cenniejsze przedmioty ze skarbca, zakrystii i kościoła do katedry.

Ogołocony z ozdób, pozbawiony funkcji kolegiaty, zaczął umierać. Pękały mury, niszczał dach, od czasu do czasu odprawiano tu msze św. Mury ze stromej wieży zaczęły odpadać kawałkami.

Miejscy rajcy nie zastanawiali się długo. 24 marca 1846 r. magistrat miejski zawarł umowę z Janem Woźniakowskim, majstrem ciesielskim, nakazując mu rozebrać mury kościoła i uprzątnąć gruzy z placu. Skazali dumny kościół na śmierć.

Agonia

Wieża była ogromna, plac mały, rozbiórka szła powoli. Jak twierdzili naoczni świadkowie, mury Świętego Michała były tak mocne i zdrowe, że musiano używać prochu do ich rozsadzenia.

Ołtarze i sprzęty poszły najpierw na przechowanie do obszernych korytarzy klasztoru Dominikanów. Stamtąd rozdano je do podlubelskich kościołów. Jak podaje ks. Wadowski, ołtarz wielki św. Michała poszedł do kościoła w Nabrożu. Inne od kościołów w Łuszczowie, Piaskach, Bychawce.

Po kilku latach rozbiórki z dumnego kościoła została kupa gruzu. Gotyckie nagrobki poginęły. Z czasem zaczęto odnajdywać je w progach i posadzkach przysionków kamienic przy ul. Grodzkiej. W 1850 r gruzy fary zaczęto wywozić na budowę szosy lubartowskiej. Dwa lata później wykopane kości pochowano na cmentarzu przy dzisiejszej ul. Lipowej. Smutny ten obrzęd był symbolicznym pogrzebem fary. Resztki fundamentów i krypt zasypano. Pozostał pusty plac z niewidzialnym kościołem.

Gwiazdy nad farą

W latach 1936-38 fundamenty kościoła rozkopano. Świadkiem był Józef Czechowicz. Zapisał swój żal nad niewidzialnym kościołem. Mówił, że gdy stanąć na pustym Placu po Farze nocą, gwiazdy przeświecają przez gotyckie żebra kościoła z powietrza. Prof. Władysław Panas, badacz mistycznych dziejów archanielskiej świątyni twierdzi, że gdy stanąć obok budynku starej Mansjonarii i spojrzeć w smutną twarz Chrystusa na ceglanym murze, to nawet w bezwietrzny dzień da się słyszeć delikatny, specyficzny szum anielskich skrzydeł.

Czy to św. Michał sfrunął z Nieba i pilnuje niewidzialnej świątyni?

Co zostało po Św. Michale?

– Obraz „Sen Leszka Czarnego”, kościół O.O. Kapucynów

– Chrzcielnica, katedra

– Krucyfiks trybunalski, katedra

– Nagrobek S. Klonowica, katedra

– Dzwon św. Michała, Muzeum Archidiecezjalne

– Co jeszcze? Kto wie? Czekamy?

poniedziałek, 04 czerwca 2007, autorzy

Polecane wpisy

  • Tomek Pietrasiewicz - Sztukmistrz z NN

    Wstaje o 3.30. Idzie z psem na spacer. O piątej rano otwiera drzwi do Grodzkiej Bramy. Pracuje do wieczora i żyje jak pustelnik. Tak odkrył, że w grobie Czechow

  • Patek z Piask

    Antoni Norbert Patek z Piask stworzył w Szwajcarii firmę imperium, produkującą najdroższe zegarki świata. Wojciech Gładysz, zegarmistrz z Piask, od kilku lat ch

  • Całun lubelski

    Kiedy kilka miesięcy temu po raz pierwszy stanąłem przed otwartą trumną biskupa Andrzeja, który przed wiekami miał zwieźć do lubelskiego klasztoru O.O. Dominika

Komentarze
nuntaro
2007/06/16 19:10:00
Stojąc na placu po Farze ogarnia zdumienie - na takim skrawku najwiekszy lubelski kościół? A jednak.. fundamenty nie daja jednak pojęcia o tym co może na nich stanąć (wystarczy zobaczyc dowolny inny a potem odwiedzic zbudowane na nim wnętrze ;) ).

Doszły mnie kiedyś (podczas wakacyjnych prac w PKZach) słuchy o planach odbudowy fary. Trochę szkoda, że nic z tego nie wyszło.

P.S. Trzeba nastroju do czytania tego bloga ale myślę, że warto. Warto też pewnie aby autor(autorzy) umieścił linka na topliście jaką niedawno założyłem, nie mogąc podobnego miejsca znaleźć w sieci. Zapraszam na www.lubelskieblogi.toplista.pl
-
2008/05/30 14:13:47
Skąd sie biorą te ciągłe pomysly, jakoby fara była największym kosciołem Lublina? Przecież to niedorzeczne... Wystarczy spojrzeć na plany lubelskich kościołów w tej samej skali, żeby jasno zrozumieć, że większe od fary sa archikatedra, kościół pobernardyński, dominikanie, a pewnie jeszcze pobrygidkowski i poagustiański.
-
2008/05/30 14:15:53
No i jeszcze to: pod tajemniczym zawołaniem: In horto Christi.
Zawołanie to jest co innego.
I niby co ma być tajemniczego w "ogrodzie Chrystusowym"?
-
2008/05/30 14:19:29
Co zostało po św. Michale?
W książce Jadwigi Kuczyńskiej o tym kosciele, wydanej przed paru laty, wymienionych jets ponad 30 zachownaych w różnych miejscach obiektów pochodzących z fary. Wystarczy pójśc do biblioteki i zajrzeć.
-
2013/01/28 12:49:01
A czy księgowa (autorka) mogła by doradzić i polecić dobry program do pit. Zamierzam w miarę szybko rozliczyć się z US i mieć problem z głowy. W razie błędów przy wypełnianiu zawsze będę mógł donieść poprawiony druk.